niedziela, 20 stycznia 2013

Muzykofilia

O smakach i niesmakach już było. Teraz czas na zaspokojenie apetytów muzycznych, więc parę słów o mojej muzyce, czyli elemencie absolutnie nieodzownym do prawidłowego (?) funkcjonowania mojego organizmu :)
Jak powszechnie wiadomo słucham samych strasznych rzeczy i nurzam się w dekadenckich melodiach spod znaku gotyku. Jako namiastkę moich rozległych (skromność) gustów muzycznych, zamieszczam jakąś prehistoryczną recenzję :



Amgod Dreamcatcher 2 cd

rok wydania 2010
wytwórnia Alfa-Matrix (Belgia)
projekt okładki-Phil Amelung

   1. AmGod Dreamcatcher CD1 01 God-Complex [Part2]
   2. AmGod Dreamcatcher CD1 02 Absorb
   3. AmGod Dreamcatcher CD1 03 Pain & Desire
   4. AmGod Dreamcatcher CD1 04 Nightmare
   5. AmGod Dreamcatcher CD1 05 Like a Prayer [Album Version]
   6. AmGod Dreamcatcher CD1 06 CyberChrist 2010
   7. AmGod Dreamcatcher CD1 07 No Comment! (God bless all Idiots)
   8. AmGod Dreamcatcher CD1 08 Deep Down
   9. AmGod Dreamcatcher CD1 09 Massaker
  10. AmGod Dreamcatcher CD1 10 Fight! [Album Version]
  11. AmGod Dreamcatcher CD1 11 On the Hunt [Short Mix]
  12. AmGod Dreamcatcher CD1 12 Stigmata 2010
  13. AmGod Dreamcatcher CD1 13 The End

  14. AmGod Dreamcatcher CD2 01 Dreamcatcher
  15. AmGod Dreamcatcher CD2 02 Paranoia
  16. AmGod Dreamcatcher CD2 03 Soulhunter 2010
  17. AmGod Dreamcatcher CD2 04 War Trap
  18. AmGod Dreamcatcher CD2 05 Blood on the Wall
  19. AmGod Dreamcatcher CD2 06 Schuldig (Guilty)
  20. AmGod Dreamcatcher CD2 07 Brap Talk
  21. AmGod Dreamcatcher CD2 08 My Love is Gone
  22. AmGod Dreamcatcher CD2 09 Crime! 2010
  23. AmGod Dreamcatcher CD2 10 Cultures
  24. AmGod Dreamcatcher CD2 11 Rain from Heaven
  25. AmGod Dreamcatcher CD2 12 I am Innocent
  26. AmGod Dreamcatcher CD2 13 The Guilty have no Rights

"Creeped & Bloody" I
 "Harsh & Dirty"II

Kolejny udany album rodem ze stajni belgijskiego wydawnictwa Alfa-Batrix. 
Po 6 latach zastoju twórczego, w wielkim stylu powraca Dominik van reich - czyli dusza i ciało projektu AMgod.
 I znów mamy do czynienia z niecodziennym miksem industrialnego brudu i schizoidalnych elektronicznych dźwięków porywających nas w rozkosznie męczącą podróż muzyczną. 
To prawda, ów 2 płytowy album nie jest łatwy w odbiorze i jak dla mnie nie należy do gatunku "wielkich miłości od pierwszego przesłuchania", ale z drugiej strony na pewno nie można tu narzekać na nudę ,czy monotonię.
Dreamcatcher ciągle zaskakuje oryginalnymi połączeniami dźwięków, dziwacznymi połamanymi rytmami
 (np. War ),a od czasu do czasu sieje zamęt szybkimi zmianami tempa (Schulding, Guilty), wprowadzając słuchacza w psychodeliczny nastrój.
Przy tym nalezy wspomniec, ze oba krążki posiadają odmienne podtytuły  i zawierają różniącą się  stylistycznie zawartość, .
 przyznam, ze moim faworytem, ze względu na bardziej spójny  materiał jest pierwszy z nich- Creeped and Bloody, na którym znajdziemy parę niewątpliwej urody perełek, jak chociażby rytmiczny Massaker czy  Nightmare, urzekający podniosłą atmosferą.
 Na uwagę zasługują również, bardziej odpowiednie do szaleństw na parkiecie: No comment,czy Pain and desire.

Co do 2-giej płyty, zatytułowanej Harsh and dirty, adekwatnie do tytułu, nie odnajdziemy tu na pewno ugrzecznionych melodyjek.
 Kompozycje początkowo odstraszają chaosem i brakiem konkretnego rytmu. 
Dominuje tu  niepokojąca, duszna atmosfera przedpiekla, męcząc  i hipnotyzując na przemian. 
Jedynym pogodniejszym przerywnikiem jest utwór o niezbyt optymistycznym tytule My Love is Gone, dającego nam moment wytchnienia po przytłaczającym Blood on Wall" 
Przyznam, że z chęcią powracam do  piosenek : Soulhunter (cover poprzedniego projektu Van Reicha -YelworC) i Dreamcatcher, które przyrównałabym do  powiewu świeżego powietrza w  zatęchłych , klaustrofobicznych katakumbach ;)
Oczywiście, nie inaczej jak w przypadku poprzednich dzieł Amgod, Dreamcatcher jest albumem koncepcyjnym.
Teksty ponownie oscylują wokół nietzscheańskich rozważań o człowieku jako istocie boskiej - głoszą pochwalę samouwielbienia i  egoizmu.
Kwintesencję tych przemyśleń  znajdziemy  w utworze Like a Prayer, gdzie znamienne słowa |I am God, worship me|, idealnie oddają przekonania van Reicha i winny być mottem przewodnim albumu :)

Dreamcatcher jest to pozycja niełatwa do okiełznania, uaktywniająca najmroczniejsze sfery ludzkiej psychiki. 
Polecam ją wszystkim mającym ochotę na łyk muzycznej destrukcji w najczystszej postaci :) 


















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz