Zapach nocy letniej, czyli
cała prawda komunikacji miejskiej.
Na pewno każdy z nas miał wątpliwą przyjemność
uczestniczenia w przejażdżkach miejskimi tramwajami czy autobusami.
Wątpliwą, bo jakkolwiek miasto nie dbało by o naszą wygodę
podczas jazdy, co rusz ulepszając standard jazdy : a to wymieniane siedzenia, a
to nowe poręcze, kuszące reklamy zerkające na nas ze ścian, onieśmielające
swoją nowoczesnością automaty biletowe,
to jednak żadna klimatyzacja tego świata nie jest w stanie sprawić, że
taka tramwajowa czy autobusowa wycieczka będzie dla nas relaksującą odskoczną
od przygnębiającej rzeczywistości.
Tymczasem transport publiczny, to urocza zbieranina
wszelakich przypadków ludzkich i nieludzkich, ocenianych na co dzień jako
„dziwnych”, tworząca jedyny w swoim rodzaju galimatias pod względem, płci,
wieku i stopnia wydzielania nieprzyjemnych zapachów…
A tych w komunikacji miejskiej niestety nie brakuje…
Począwszy od najmniej szkodliwych przypadków, bo
nieświadomych swojej urażającej współpasażerów woni, czyli dzieci w okresie
pieluszkowym, aż po urągające wszelkim normom społecznym absolutnie odrażające
okazy, jakimi są niestety, wszechobecni
w tramwajach bezdomni.
Sama byłam świadkiem wydarzenia, które mogłabym, bez
zbytniej egzaltacji, określić zjawiskiem komory gazowo-tramwajowej XXI wieku.
Piękny majowy wieczór, wraz ze znajomymi wracaliśmy właśnie
ze spektaklu teatralnego w „Grotesce”, zupełnie rozleniwieni i przesiąknięci
magicznym klimatem świeżo obejrzanych scen.. kiedy nagle nastąpiło brutalne dla
naszych nosów i żołądków zderzenie z wielo-zapachową rzeczywistością w
krakowskiej 13.
Beztroscy panowie w stanie absolutnej nieważkości,
postanowili wprowadzić pewne nowatorskie zmiany podczas nudnego i
przewidywalnego kursu „trzynastki”…
Rozumiem, że całe zajście miało w sobie sporo z
lunatykowania, bowiem o nietrzeźwych jegomościach można by było sporo
powiedzieć, ale z pewnością nie to, że byli oni przytomni, mimo to zdrowy
ludzki rozsądek oraz niepohamowana chęć oddychania pełną piersią, nawet w tak
niepewnych przybytkach jakimi są tramwaje, zakazuje mi usprawiedliwienia wyżej
wymienionych dżentelmenów. Ad rem-
śpiący królewicze (a ściślej -jeden z nich), z pewnością pod wpływem jakiegoś
pięknego snu o ekskluzywnych ubikacjach wypełnionych niekończącym się papierem
toaletowym i złotymi sedesami, postanowili wprowadzić marzenie senne w czyn.
Dodawać chyba nie musze, że w wypełnionym po brzegi
tramwaju, wraz z zaskakującym finałem tej sennej przejażdżki, nastąpiła
niewypowiedziana panika. Tłum ludzi stojących nieopodal niefortunnej pary,
rzucił się otwierać oporne tramwajowe szybki, a reszta, nie do końca zdająca
sobie sprawę z nagłego zapachowego dyskomfortu, poczęła się nerwowo oglądać w
poszukiwaniu źródła zgnilizny, manifestując tym samym reszcie społeczeństwa
zadziwienie z kategorii „ co złego, to nie ja„! Na pierwszym przystanku, wpół uduszona desperacko wybiegłam na
przystanek „ Basztowa LOT” i z niejaką zgrozą spojrzałam w kierunku
odjeżdżającej piekielnej machiny, niosącej w swym wnętrzu odór wesołych
pijaczków. I chociaż nie powinnam przyznawać się do tak niskich uczuć, jak
mściwa satysfakcja, to właśnie ona przeważyła inne w momencie, kiedy zdałam
sobie sprawę, że te przyklejone do szyb, zastygłe w niemym przerażeniu twarze,
należą do tych „niezorientowanych”, którzy chyba wreszcie pojęli ów nagły
desant na ostatnim przystanku…
Odrębną grupą zasługującą na publiczne potępienie są
„woniejący” emeryci, ale jakkolwiek mogę zrozumieć niechęć do mydła i wody tych
schorowanych i ledwo żyjących rachitycznych staruszków, tak dla wojujących o
miejsce, wypacykowanych „siatomiotów” litości mieć nie będę..
Skoro taka pani, przyobleczona w chyba z tonę ważące futro z
jakiegoś ogoniastego nieszczęśnika, ma siłę je dźwigać na swoim „schorowanym”
grzbiecie, to czy aż taki problem stanowi codzienna, podstawowa higiena ?To tak
mało, a tak wiele, kiedy wisi się nad rzeczoną matroną w dusznym autobusie.
Nie raz, nie dwa spotkałam się z taką wymalowaną niczym
nieboskie stworzenie, przepełnioną pretensjami do całego świata, wszechświata i
zaświatów, pseudo-elegancką damą, której piękne pierścienie i pomarańczowa,
obowiązkowo zahaczająca o zęby szminka oraz hektolitry luksusowych perfum rodem
z Paryża, nie były w stanie przyćmić odoru niemytego ciała.
Przeważnie te najbardziej krewkie panie o aspiracjach
hrabiny największe mają też pretensje co do lokalizacji przyszłego siedziska (w ich mniemaniu-
tronu). Nic to, że cały pojazd jest aktualnie pusty, ale taka pani przecież ma
własne, dożywotnio wykupione miejsce, które przeważnie właśnie jej zajęliśmy. I
to uprawnia taką sympatyczną damę, aby na nas nakrzyczeć i najlepiej przesunąć
nas (przy okazji lekko nas zaczadzając, co byśmy się zbytnio nie wyrywali) w
ustronne miejsce...
Zbliża się lato i
stan ilościowy tych podróżo-umilaczy niestety wciąż będzie się
zwiększał, a co za tym idzie, nam nieszczęsnym, skazanym na te codzienne
z(g)nojem przepełnione tułaczki, nie pozostaje nic innego jak zakupić
odpowiedni zestaw prewencyjny - maski gazowe, bądź w ramach akcji :„uczyń
drugiemu co Tobie niemiłe” -zaprzestać higieny osobistej…
Wybór pozostawiam sumieniu każdego z nas.